Powrót…

Dawno porzuciłem swoje pisanie, nie starczyło mi pasji, chęci, radości z tego co robię. Nie, nie straciłem pasji do Lecha….przerosło mnie życie. Niech powyższe zdjęcie będzie ilustracją mojego stanu umysłu. Różne sytuacje życiowe, pogmatwane sprawy osobiste, spowodowały iż z każdym dniem chciało mi się coraz mniej. Poranki przykuwały mnie do łóżka… Zdawałem sobie, że zawaliłem mnóstwo spraw w życiu…do dziś nie wiem czy mógłbym zrobić coś lepiej. W tych wszystkich niepowodzeniach jedno było niezmienne, moja praca. Ona dawała mi kopa i chęci do życia, jednak gdy ona została zagrożona, zawitało widmo utraty miejsca pracy, czegoś na co pracowałem całe życie, zabrakło mi już sił by radzić sobie samemu. Wielu sugerowało – „idź do lekarza” , „nie wstydź się”…. Skorzystałem z rady. Wizyta u psychiatry to nic strasznego, wręcz przeciwnie, oddała mnie światu… Rozmowa, leki, świadomość opieki dużo dała, ruszyłem do ludzi.

Pierwsze kroki skierowałem Na Darta, do przyjaciół, których znam od lat, gdyż grywałem zawsze gdy tylko pozwalał mi czas. Powrót w stare miejsca, przyjęcie przez osoby, których nie widziałem od lat, rozpromieniły mój umysł, wlało trochę radości w serce. Gram do dziś.

I…. Bułgarska i Lech….. Lech był zawsze, Lech dostarczał emocji, smutku i radości, rozgoryczenia, euforii, po prostu emocji. Chodzę na stadion, spotykam się z ludźmi, nie jestem sam.

Cza samotności, wieczornych chwil po pracy, nie ukrywam iż spędzałem przed komputerem głownie na Twitterze, tu też poznałem kilku fajnych ludzi, z którymi znajomość przeniosła się do realu w postaci wspólnych obiadów przed meczem, symbolicznego piwka w „12ce” (teraz „Podaniu”), wspólnego zasiadania na trybunach. Powstała fajna paczka znajomych ogarniętych wspólną pasją, różniących się ale znajdujących wspólny język. Nie, nie jest tak słodko, każdy z nas ma inne zdanie, inną ocenę funkcjonowania naszego klubu. Tak należę do TORTILLI

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz