Opadł kurz, jeszcze niczego nie przegraliśmy

Wtorek godz. 10.00 Minęło już 38 godzin od meczu. Powoli opada kurz emocji po kolejnym starciu Lech-Legia. Wielu z nas kibiców czuję jednak jeszcze w sercu kłucie. Ja mam mieszane uczucia. Mógłbym odczucia po tej porażce podzielić na dwie części: sportowe i kibicowskie.

.
Sportowo czułem tak, że nie mogę mieć pretensji do drużyny, ani za walkę, ani za zaangażowanie. Dlaczego więc przegraliśmy? To piłka nożna, na wynik sportowy składa się gra całego zespołu, ale wynik to także suma szczęścia i indywidualnych błędów poszczególnych zawodników, a tych popełniliśmy o dwa więcej niż Legia. Mógłbym się pastwić w tym tekście nad poszczególnymi graczami, mieć pretensje do Trałki i Gajosa, za brak zdecydowania przy wybiciu piłki, pretensje do Kostevycha za zbyt szybkie niechlujne, wykonanie rzutu wolnego jako ostatniej akcji meczu, Tettecha za zaniechanie w skasowaniu rajdu Hlouska… Mógłbym też wielu graczy Pochwalić, Kostevycha za wyłączenie Guilherme, Kędziorę za walkę i bramkę… mógłbym więcej i wielu… Zrobiło to już wiele portali, stawiając indywidualne noty poszczególnym graczom, nie będę się powielał. Nam kibicom ulgi to nie przyniesie. Był to mecz inny niż ostatnie potyczki między tymi dwoma zespołami, toczony w żywym tempie, obfitujący w wiele starć indywidualnych, a także i w sytuacje bramkowe, i tu bym upatrywał pozytywów. Postawa drużyny mnie nie zawiodła a, że się nie udało? No cóż…

 

Kibicowsko odczucie było już zgoła inne, mniej łagodne. To, że nie będziemy wszystkiego wygrywać, nie tracić punktów, przekonaliśmy się już w meczu z Łęczną i Wisłą. To, że przegramy prędzej czy później też każdy wiedział. Tylko dlaczego ten mecz, dla wielu mecz sezonu. Mecz z nielubianą Legią, dlaczego… to boli bardziej. Boli, bo jak zwykle mecz ten rozpoczął się już co najmniej tydzień przed pierwszym gwizdkiem sędziego w niedziele. Tak ten mecz, trwał już od dawna i to głównie za sprawą kibiców obu drużyn na przeróżnych portalach społecznościowych. Obustronna napinka przyjmowała różnorodne postacie, od żartobliwych docinek, przez memy, do wzajemnych wyzwisk. Temperatura rosła, wiem to po sobie, sam nie mogłem usiedzieć w domu w dniu meczu. Skończyło się, jak się skończyło, tylko ta zadra w sercu „przegraliśmy z Legią” W naturze musi być jednak równowaga. Mimo przegranej znów Legioniści nam się sami „wyłożyli”. Zachowanie Vukovica, zachowanie kiboli z Warszawy w autobusach, i wreszcie dzisiejszy „wywiad” B. Leśnodorskiego na Weszło wbijający szpileczkę w Lecha, pozwoliło naszej wojence trwać… Warszawiacy sami dostarczyli amunicji. Mecz zakończył się na boisku kilkadziesiąt godzin temu, a dla nas jeszcze trwa. Dla tych, co nie mogą znieść tej porażki, dla tych obwieszczających wszem i wobec, że już mistrzostwa nie zdobędziemy, mam jedno do powiedzenia.
Parafrazując słowa trenera, wypowiadane po każdym tegorocznym zwycięstwie: „jeszcze niczego nie przegraliśmy” powiem po pierwszej porażce i to nie ważne z kim:

Jeszcze niczego nie przegraliśmy”

Myślę, że czasami zbyt ostro podchodzimy do naszych graczy, zbyt pochopnie wyciągamy wnioski z poszczególnych sytuacji. Ja osobiście pozwolę sobie na podsumowanie, ewentualną krytykę lub pochwałę pozostawię sobie na koniec sezonu. Jakiekolwiek stawianie pod pręgierzem, któregokolwiek z zawodników, przekreślanie szans drużyny, na tym etapie mija się z celem, bo jak to Nenad Bjelica zauważył na konferencji pomeczowej, jest to tylko ” Bla, Bla, Bla…”

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz