Czy to tylko falstart?

Dwa dni… Język może niezbyt literacki, ale trzyma mnie jeszcze od niedzieli… do dziś próbuję sobie wytłumaczyć, dlaczego jest jak jest.

Już jest. Po długiej przerwie zimowej ruszyła Lotto Ekstraklasa. Przez długie 52 dni przerwy w rozgrywkach, wszyscy kibice wyczekiwali komunikatów prasowych informujących o przygotowaniach swoich zespołów, wynikach sparingów, a przede wszystkim informacji o transferach. Nie inaczej robiłem ja, jako kibic Lecha pilnie obserwowałem poczynania ukochanego klubu. Sparingi sparingami, każdy różną wagę do nich przywiązuje, najważniejsze w nich był występ nowych graczy. Transfery to wydarzenia, którymi żyliśmy najbardziej. Rozmawiając ze znajomymi kibicami zarówno ja, jak i oni nie kryli zadowolenia z pozyskania nowych graczy. Thomas Rogne norweski obrońca kontrakt podpisał już latem i wiadomo było, że od stycznia będzie naszym zawodnikiem. Kolejnym wzmocnieniem, uzupełnieniem (niepotrzebne skreślić) został Piotr Tomasik, sprowadzony do rywalizacji na lewej obronie z Włodymirem Kostewyczem. Największą radość kibicom sprawiła jednak wiadomość o wypożyczeniu dwóch młodych napastników, Ukrainca Oleksieja Choblenko oraz Bośniaka Elvira Koljica. Stało się to na co czekali kibice, odszedł zabawny lecz mało produktywny Nicki Bille Nielsen, w zamian dwóch nowych napastników wzmacniając kulejącą ostatnio ofensywę Lecha. Z niecierpliwością czekaliśmy w niedzielę na godz. 18.00, o tej bowiem godzinie w Gdyni z miejscową Arką swój pierwszy mecz po przerwie zimowej miał rozpocząć Kolejorz.

Nie była zaskoczeniem gra Arki, zagrała dokładnie tak jak gra Arka zawsze …z Lechem, jak grała w poprzedniej rundzie, i tak samo jak w nieszczęsnym finale PP w Warszawie. Niestety Lech zagrał również tak samo…

Ostatnimi czasy odnoszę wrażenie, że trenerowi Bjelicy nie po drodze jest z analitykami Kolejorza. Na wszystkie zespoły, bez względu na styl ich gry Lech wychodzi tym samym ustawieniem i schematami gry. Zauważyłem, zresztą nie tylko ja, iż taktyka gry skrzydłowymi jest bardzo jednostajna i bardzo nieskuteczna, gdy przeciwnik postawi autobus przed własnym polem karnym. Dlaczego? Otóż widzę, że taktyka Lecha jest bardzo prosta do rozszyfrowania, wystarczy zagęścić boczne korytarze, zmusić Lechitów do gry środkiem (gdzie brakuje nam jakości) lub długimi wrzutkami z 40m w pole karne gdzie stoi osamotniony Gytkjaer z co najmniej czteroma obrońcami rywala na plecach. Bardzo często jest on też nie przygotowany, gdyż dośrodkowania do niego są nierzadko zbyt pośpieszne spowodowane agresywnym pressingiem  przeciwnika. Czy nawet w trakcie meczu widząc bezskuteczność taktyki, nie powinno jej się zmienić?

Wiem, że trener wciąż powtarza ” patrzymy tylko na siebie, nie patrzymy na przeciwnika”. Jednak choć odrobina uwagi na styl gry najbliższego rywala, powinna przynieść skutek. Moim skromnym zdaniem na mecz z Arką powinniśmy wyjść dwójką napastników, by obrona mniej uwagi zwracała na boki koncentrując się na przedpolu własnego pola karnego gdzie urzędowałby choćby taki Choblenko, by mieć więcej argumentów w rozbijaniu gdyńskiego muru. 

Niestety wszystkie rozważania kibiców, ich nadzieje na odmianę, zamieniły się w bolesny zawód. Lech zanotował kolejny już czwarty na wyjeździe wynik 0-0. Po raz kolejny straciliśmy dwa punkty. Miejmy nadzieję, że nie zabraknie ich w maju, miejmy nadzieje, że to tylko falstart…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz